Rodia on the Rocks
Use My Illusion

Archiwum

2010
luty
styczeń
2009
2008

Linki

Tori Amos
George Carlin
Nick Cave
Marianne Faithfull
Guns N'Roses
Joe Haldeman
Jacek Kaczmarski
Mark Kostabi
Metallica
Zemfira
Mój poprzedni blog
Bug City
Ghost in the Shell
Ghost in the Shell TV Series
Hell Hotel
IMDb
SKSW Campaign
VHEMT
Wikipedia
YouTube

Nigdy
Zostaw ślad

Wyślij wiadomość

06.02.2010 :: 15:45
Happy Fuckin' Birthday, Axl!

Jak w temacie. :P
Link :: Komentuj (0)


06.02.2010 :: 01:18
Gadżeciarstwo rulez!





Ładny? Ładny? Ładniutki? Że co? Że oczojebny? I chuj wam w dupę! Mnie się podoba!



A czarne oklepane. :P



I teges... Absolutnie niezbędny mi był oczywiście.



Tak, jak i cała reszta szpeja.



No bo, na przykład, jak będę właśnie budował sobie schronienie w Górach Skalistych, umordowany całodziennym wędkowaniem i wyprawianiem skór na odzienie, i nagle napatoczy się na mnie zagubiony patrol skośnookich, to przecież, do kurwy w dupę jebanej maci, ja muszę wtedy wiedzieć, która jest godzina!



No.


Link :: Komentuj (0)


28.01.2010 :: 22:17
Another one bites the dust...

Tym razem Salinger.



J.D., thanks for the blast, rest in fucking peace.







A Axl znów nosi bandanę, param-pam-pam.
Link :: Komentuj (0)


20.01.2010 :: 17:26
The Story

Sukces. Udało mi się wstać na tyle wcześnie, żeby odebrać paszport i skoczyć do sklepu, który zamykają o barbarzyńskiej 16. Paszport! Kurwa! Mam paszport! Wolność!



Po latach dreptania do jebanego banku w celu załatwienia niewielkiej sprawy udało mi się z nimi załatwić, że teraz będzie to robione na mail/telefon. Chodźmy na wschód, tam musi być jakaś cywilizacja...



Pojebało mnie na punkcie noży. W ostatnich 3-4 tygodniach na nożowo-outdoorowe gadżety wydałem prawie 2k pln-ów. Pojebało zupełnie, tym bardziej, że w ostatnim czasie to ze mnie dupa, a nie outdoorowiec. Hm, kiedyś mówiło się po prostu "turysta"... W każdym razie mogę się obwiesić gadżetami jak choinka i wypierdalać w las.



A propos cywilizacji - jeden z ostatnich zakupów był w sklepie zagranicznym, siedzibę mają w Izraelu. Gówienka w sumie, niecałe 25 euro razem. I co? I sami z siebie dodali dwa inne gówienka jako "free gift". U nas? Robię zakupy na grube setki i żadna pizda nie pomyśli, żeby chociaż breloczek dorzucić. Mentalność, mentalność, mentalność... Cywilizacja, cywilizacja, cywilizacja... W normalnym kraju sklep nie rozpieszczający klientów nie ma racji bytu.



Cywilizacja, cywilizacja... W niedzielę obejrzałem coś, co mną wstrząsnęło. Film z komórki. Banda irackich brudasów z małymi kutasami ukamieniowała - za ładne słowo... - zatłukła 17-letnią dziewczynę za zmianę wyznania. Du'a Khalil Aswad. Never to forget.



Natomiast do tych pojebów z dołu jeszcze nikt się nie pofatygował z siekierą, chociaż z każdym dniem zasługują bardziej. Stan rzeczy bez zmian - czekamy, kurwa, na rozprawę.



Nie piję, nie piję i nadal nie widzę zalet niepicia. Zero objawów uzależnienia, a przecież generalnie przez długi czas poranna kawa była moim jedynym bezalkoholowym napojem w ciągu dnia (a i to nie zawsze, bo często zaprawiałem whiskaczem). Rozsądek mi tylko mówi, że trzeba trochę oczyścić organizm, odczekać, żeby nie rozjebać sobie wątroby i takie tam.



A w piątek nasiadówa u KC. Pić, czy nie pić?



Zacząłem odsyfiać mieszkanie. Zacząłem się trochę ruszać, w sensie gimnastykować codziennie. Mniej gram w WoW. Starość, kurwa? A, i oglądam "Claymore'a" jeszcze. Do GitS-a daleko, ale ujdzie.



Tak sobie ostatnio pomyślałem, że Polska jest jak bagno - im bardziej się rzucasz, tym bardziej wciąga. Można się zajechać, a polaczkowatej mentalności, kręcenia, kombinowania, "załatwiania", lawirowania, kłamania, chamstwa i bezmyślności się nie zmieni. Im dłużej się w tym tkwi, tym bardziej się tym nasiąka. Ciągle myślę o wyjeździe, ale jednocześnie nachodzi mnie strach, że już za późno, że czekogolwiek bym nie zrobił, to polactwo zagnieździło się już w mojej naturze. To tak jak z dzieckiem, które miało pecha przyjść na świat w dysfunkcyjnej rodzinie - nie ma ucieczki przed tym, jak zostało zaprogramowane w dziecińśtwie. Nie miało wpływu. Nie miało wyboru. Nie miało szansy. Pozostaje pracować nad tym przez całe życie. Które i tak jest bez znaczenia.



But, I'm moving on. Na razie ciągle sam, ale może kiedyś usłyszysz całą historię, Małgorzato.






Link :: Komentuj (0)


04.01.2010 :: 01:59
TTFMO

Time.

To.

Fucking.

Move.

On.
Link :: Komentuj (4)


25.12.2009 :: 03:16
The Road Not Taken (by Robert Frost)

Two roads diverged in a yellow wood,

And sorry I could not travel both

And be one traveler, long I stood

And looked down one as far as I could

To where it bent in the undergrowth;



Then took the other, as just as fair

And having perhaps the better claim,

Because it was grassy and wanted wear;

Though as for that, the passing there

Had worn them really about the same,



And both that morning equally lay

In leaves no step had trodden black.

Oh, I kept the first for another day!

Yet knowing how way leads on to way,

I doubted if I should ever come back.



I shall be telling this with a sigh

Somewhere ages and ages hence:

two roads diverged in a wood, and I --

I took the one less traveled by,

And that has made all the difference.

Link :: Komentuj (0)


23.12.2009 :: 00:30
Od Pretty na dobranoc

No, kurwa, tak adekwatne, że nie mogłem się powstrzymać:




Link :: Komentuj (1)


22.12.2009 :: 21:40
Goldfish and Clowns





A ten, kurwa, co się do mojej Małgorzaty przystawia?



Wyrok w sprawie telekomuny uprawomocnił się 27 listopada. Zasłużyłem na seksualne ekscesy podczas następnego wyjazdu. Dokądś.



Sąsiedzi ze swoim pieskiem dalej nie dają mi żyć. Moje nerwy są w strzępach. Parę tygodni temu poleciałem do synka sąsiadki z łapami - nie bronił się i pewnie dlatego skończyło się na paru potrząśnięciach i nie polała się krew. A mogło być różnie, bo jest z deka większy ode mnie. :P Wezwali pały, a ci mi wyjeżdżają, że naruszenie nietykalności cielesnej i takie tam. To, kurwa, na nich też nawrzeszczałem, a co. :D Jak jechać, to po całości. Boję się, że następnym razem polecę z nożem albo siekierką. Wczoraj znów byłem na komisariacie - kierownik dzielnicowych zajął się sprawą. W przeciwieństwie do tego niedorozwoja z wykroczeniówki wygląda na całkiem rozgarniętego. Nie łudzę się, że załatwi wszystko na cacy, ale przynajmniej widzę, że ktoś się tym w jakiś bardziej sensowny sposób zajmuje. To mnie uspokaja na tyle, na ile to w moim obecnym stanie możliwe.



Czuję się jak bałwan za każdym razem, kiedy ten temat wypływa w rozmowach. A wypływa, bo mnie to zżera - bo nie potrafię udawać, że wszystko jest okej, kiedy we własnym domu rujnowany jest mój spokój i moje zdrowie, a ja nie mam pola manewru i jestem z tym wszystkim sam jak palec. Staram się unikać jakiegokolwiek kontaktu z tymi ludźmi, bo boję się, że naprawdę popełnię zbrodnię i będę musiał spędzić pół życia w kryminale. Ostateczne rozwiązanie kwestii sąsiadów. Gridlock. Na razie powtarzam sobie, że za wszelką cenę muszę wytrzymać do rozprawy. I tyle.



Dalej oglądam filmy, są odskocznią i - w odróżnieniu od WoW - nie wymagają aktywności. Se siedzę, a film se leci. Jak krew menstruacyjna.



Z "Mutantem" - powoli, ale do przodu. Niestety chyba straciłem kontakt z autorem, a szkoda, bo miałbym do niego parę pytań. Co poeta chciał powiedzieć i takie tam.



Znów często miewam kosmiczne sny. Żałuję, że ich nie spisuję, bo bardzo szybko wylatują z głowy i tylko niektóre czasem przypominają się po czasie. A są... kosmiczne.



Niech mi ktoś, kurwa, w końcu odsyfi to pierdolone mieszkanie. Ja chyba jestem niezdolny do zajmowania się takimi duperelami. No każda, ale to, kurwa, każda czynność, z siedzeniem i tępym wpatrywaniem się w ścianę włącznie, jest lepsza od jakiegoś pojebanego sprzątania i chuj.



Przez jakiś czas prowadziłem dzienny tryb życia i przykładnie spałem w nocy, ale moja sowia natura jest silniejsza i bedtime przesuwa się coraz dalej i dalej i dalej... I znów kładąc się spać zauważam, że już świta.



Potrzebuję oddechu, ale nie chcę uciekać. Przekora i upór, upór i przekora. Mój albo chuj. Jak już nie będę mógł wytrzymać, to pozałatwiam sprawy z takim hukiem, że pooglądacie mnie sobie w dziennikach. Chyba że nie zdążę, bo życie spłata mi figla. Szczerze mówiąc, nie zdziwiłbym się.



Mutants of the world, cheers to y'all!
Link :: Komentuj (2)


15.12.2009 :: 03:41
Disturbing thoughts, questions pending!

Donnie Darko, just what I needed.

To co, bujamy się na Sonisphere? Wawa? Praga? Czy jebać Sonisphere i bryknąć w jakąś egzotykę?
Link :: Komentuj (2)


12.12.2009 :: 01:03
Emilia's Labyrinth

Że niby już wiem, po czym Cię poznam, Małgorzato?
Link :: Komentuj (0)


powered by Ownlog.com & Fotolog.pl